niedziela, 18 stycznia 2009

Let's dance ...

O tym jak Abi kocha muzyke.

It's about how Abi loves music.

czwartek, 15 stycznia 2009

Wspomnienia


Nastał czas pisania...
Nastał czas zadumy...
Może to te -25 stopniowe mrozy na zewnątrz, że człowiek najchętniej schował by sie pod ciepłą kołdrę z niestygnącym, gorącym kakaem.
I tak przez cały dzień zatopić się w myślach, we wspomnieniach, w tym co teraz, i w tym co potem.
Ostatnio uczę się być posłuszna, przede wszystkim memu Bogu, ale także mężowi, ludziom których bardzo szanuję.
Ciężko jest czasem powiedzieć... Boże nie moja wola, lecz twoja niech sie dzieje. Te słowa czasami rozrywają mnie od środka...to znaczy, że za mało ufam...?

Powracam czasami do wspomnień tych miłych memu sercu, które tylko skleroza może wymazać:)
Wypowiedź Madziutka na jednym z blogów przypomniała mi ostatnio szalone lata z ChSa. Nasze wspólne spotkania w akademiku, wymianę kulturową, ciągłe poleganie na Bogu, uczenie się przyjaźni i zrozumienia innych.
....Dawid, Dolapo, Żenia, Agatka, Blanka, Andrzej, nasze kochane siostry z Afryki Madziutku:)
Spotkania u mego ŚP. dziadka, smażenie na gorącym ogniu kury przez Dolapo, a potem wylewanie oleju przy modlitwie na dywan.... Po wszystkim pytania zadawane przez dziadka, który właśnie przyjechał z Torunia...-Dlaczego tu jest wszędzie tak tłusto???:/
Niezapomniane chwile, wywołujące uśmiech i przyspieszone bicie serca.
A teraz cisza... Jakoś wszystko sie pozmieniało, czy ja się starzeję (tak apropo wpisu matki Królika:). Teraz jest tak...hm... ,,inaczej"
Jestem żoną, matką, ale jestem też kobietą, w której nadal tkwi to ,,coś", co sprawia, że chcę robić szalone rzeczy dla Boga, biegać po Pietrynie z Madziutkiem i cieszyć się miłością:)
Wiem, że nie taki jest Jego plan by tylko żyć wspomnieniami...choć te są bezcenne i niepowtarzalne...

wtorek, 13 stycznia 2009

Moje małe odkrycia


Przemiany

Ciągłe niewiadome...
Odpowiedź przychodzi
we właściwym czasie

Niespodziewając się niczego,

nikogo... ja...

Z nienacka

Dzieją się cuda
Dotknięta miłością

W zwykły dzień,
przy blasku słońca...

Zmieniam się...
Przemieniam siebie...

Już nie ta sama,
na tej samej drodze...
Ponownie czekam
W niewiadomych życia...


Byś mógł mnie jeszcze raz...


zaskoczyć...

Dla mojego kochanego Taty Krzysia:)

sobota, 10 stycznia 2009

Dużo by pisać...


W tym pięknym domu spędziliśmy tak naprawdę całe Świeta i Sylwestra:)
Nasi wspaniali przyjaciele z Moblie zrobili nam niespodziankę,
i kilka dni przed Bożym Narodzeniem poinformowali nas, że kupili nam bilety na samolot.
A ja tak sie martwiłam, że te Święta z dala od rodziny przyjaciół, będą bardzo ciężkie.
No cóż. Jak się ma takiego Boga u którego wszystko jest możliwe to zdarzają się dość często cuda...te większe i te mniejsze, które trudno czasem zauważyć:)

Czas zimowy w Alabamie przywitał nas temeraturą +25 stopni. I powiem szczerze, że bardzo mi się to spodobało. Lato w środku zimy...zawsze o tym marzyłam:)
A więc w Sylwestra biegaliśmy w krótkich rękawkach i szortach:)
Jednak nie to jest najważniejsze, ktoś zaopiekował sie nami, traktował, jak swoje dzieci, jak najbliższa rodzinę, i mogłam poczuć się przez chwilę, jak w domu...
Jeden tydzień minął bardzo szybko, więc wrócilismy do West Lafayette. Abi chciała zostać z wujkiem Ferillem i ciocią Liennie, ale myśl o tym, że znowu poleci samolotem sprawiła, że była gotowa do odjazdu:) Dzieci są jednak bardzo szczere i za to je tak bardzo kochamy:)

W naszym mglistym mieście, niestety lata nie ma, za to jest nieprzyjemna zima, i codziennie zamarza deszcz na drogach, więc w kółko słychać karetki pogotowia:(
Mnie natomiast dopada od czasu do czasu melancholia, szczególnie wtedy kiedy rozmawiam na Skype z moimi najbliższymi, dostaje maile z ciepłym słowem... Wtedy tak jakoś zaczynam tęsknić, ale chyba bardziej dojrzale, bo czuję, że wzrastam, że się rozwijam w zaufaniu do Boga.
Kuba zaczyna drugi semestr studiów, a ja zaczynam kolejne lekcje uczenia się Boga w samotni.
Z jednej strony się cieszę, bo w takich chwilach można najbardziej go doświadczać...

Życzę wam w Nowym Roku miłości,
ale tej płynącej z góry...
Od Mesjasza
<><

sobota, 20 grudnia 2008

Happy Christmas Time!!!!

Kochani już za kilka dni usiądziecie do wigiljnych, polskich stołów suto zastawionych,
i z pewnością będziecie o nas ciepło mysleć:)
My o was również, bo bardzo was kochamy, i czy trudno wam w to uwierzyć, czy też nie, jesteście dla nas bardzo cenni!
Dziekujemy za każdą modlitwę, za każdą myśl o nas. Wiemy, że w Polsce mamy nieprzemijający skarb... Przyjaźń...wielu niezwykłych i niepowtarzalnych ludzi:)

W tym jedynym dniu
Czas dla wielu się zatrzymał.
Gwiazda zajaśniała z daleka
Chrystus już jest, właśnie się narodził
Dla naszego Zbawienia
W tym momencie
nieistotna choinka, prezenty
Najważniejszy jest ON
Król na wieki wieków
Święty...

piątek, 12 grudnia 2008

Inteligentne rozmowy matki z córką:)

Ostatnimi czasy wraz z Abi bawimy się w zadawanie pytań i odpowiadanie na nie.
Ja rzecz jasna pytam się o wszystko, a Abi z uśmiechem i dumą popisuje się swoimi wiadomościami:)

Oto kilka z nich:

Jak się nazywasz?- Bibi
Kto kocha mamę?- Tata
Kto kocha Abi?- Mama
Twoja ulubiona literka?- Aaaaaa
Twoje ulubione zwierzątko?- Twa, twa (tłum. kaczka:)
Twoja ulubiona zabawka?- ta to (tłum. gniazdko do prądu:)
Twój ulubiony samochód?- Ijo, ijo (tłum. karetka bądź straż pożarna)
Co lubisz jeść?- Mamu (tłum. mamę:)
Abi powiedz żarówka...Bibu grrr :)
Co najbardziej lubisz robić?- Szyyyyyy (tłum. suszyć włosy)

I to chyba na tyle, jak mi sie coś przypomni to napiszę więcej.

poniedziałek, 8 grudnia 2008

Po pracy

To był bardzo pracowity weekend, z jednej strony cieszę się, że już minął, a z drugiej trochę mi smutno, że znowu będę musiała siedzieć w domu, bo pogoda niestety na dworze nie rozpieszcza.
Został jedynie ból pleców i gardła po cieżkiej pracy:)
Wszystko zaczęło się w poprzedni czwartek.
Cały dzień spędziłam w kościele z Abi dekorując kościół na święta Bożego Narodzenia.
Miejsce naszych niedzielnych spotkań przypomina wielką halę produkcyjną, więc trzeba było się mocno nagłowić, żeby z tych zimnych pustych ścian stworzyć piękne, ciepłe miejsce.
Udało się jednak, i dzięki Bogu. To On dał mi inspiracje co zrobić, i efekt wszystkim się bardzo spodobał. Stwiedzili, że po raz pierwszy mają międzynarodową dekorację:) Może i tak, sama nie wiem, na pewno trochę polskości w to włożyłam:)
W piątek pomagałam jednej starszej siostrze z kościoła uprządkować kuchnię przed Świetami.
Udało się to zrobić dość szybko i zgrabnie, potem zjadłyśmy razem lunch i pojechałam do domu. W sobotę po raz kolejny musiałam jechać do kościoła by wszystko dokończyć przed niedzielą.
A w niedziele siedziałam z sześciorgiem dzieci w wieku tak do dwóch lat w szkółce i uczyłam je, jak skaczą zające i szczekają pieski:)
Może to niezbyt rozwijające zajęcie, ale przyniosło mi wiele satysfakcji. Dzieci były bardzo zadowolone i szczęśliwe. Muszę również wspomnieć, że razem ze mną był mój mąż, który dzielnie mnie wspierał, i miło było popatrzeć, jak maluszki wspinały sie na jego kolana, by poczytał im książkę. Abi tylko obserwowała, jak mama i tata zabawiają inne dzieci i powiem szczerze, że nie była aż tak zazdrosna, no może na początku, jak wszystkie wieszały się nam na szyję:)
Stwierdziłam po tym wszystkim, że nie chiałabym mieć 5 dzieci. Po dwóch godzinach byłam wykończona i marzyłam by się na chwilkę położyć:)
Dzisiaj za to odpoczywam z gilami do pasa:)
Abi teraz smacznie śpi więc mam czas by coś napisać.
Ostatnio wiele jest w mojej głowie myśli związanych z naszą przyszłością, czasami aż w nich tonę, ale Bóg podaję mi swoją dłoń i staję na lądzie.
Są chwile gdy tęsknota wzbiera się we mnie, jak ogromna fala i zalewa mnie. Dziękuję Bogu, że nadal żyję, i mam uśmiech na twarzy.
Wiele ostatnio się dookoła mnie dzieje, kiedy ktoś sprawia mi przykrość( co tu dużo mówić, różnice kulturowe robią swoje), przychodzę do Boga i proszę Go o więcej miłości, a potem za jakiś czas te osoby przychodzą do mnie i mówią mi, że im przykro, że niechciały tego powiedzieć i proszą mnie o wybaczenie. W takich sytuacjach jestem bardzo zszkowana, jak Bóg się o mnie troszczy, jak nie chce abym była smutna czy zraniona. To niesamowite, jak On kocha.

Zbliżają się Święta, jeden z najcudowniejszych okresów w całym roku, kiedy po raz kolejny możemy świętować narodzenie naszego cudownego Jezusa, i aż trudno uwierzyć, że za cztery miesiące będziemy wspominać we łzach Jego męczęńską śmierć.
Nie wyobrażam sobie życia bez NIEGO...