sobota, 12 marca 2011

Info co u mnie słychać po roku nieobecności na blogu...:)

Przypuszczalnie powinno mnie tu już dawno nie być, bo przecież to istna hańba nie zamieszczać postów na swoim własnym blogu przez jakiś tam rok...:)

Szczerze mówiąć to sobie ostatnio o nim przypomniałam, i postanowiłam poklikać w klawiaturę dla przypomnienia, że żyję i mam się bardzo dobrze.

Ostatnie miesiące sa dla mnie bardzo aktywne z wiadomych względów rzecz jasna.
Szczerze, uwielbiam jednak ten stan i uwielbiam być mamą, która każdego poranka otrzymuje całusa od starszej córki i wielki uśmiech od tej malutkiej:)
I oczywiście rzecz jasna śniadanie od męża:)

Przyzwyczajam się też do tej amerykańskiej rzeczywistości, choć nadal twierdzę, że miejsce w którym obecnie jesteśmy jest tylko przystankiem... No cóż wiele się tu nauczyłam w tym malutkim miasteczku, które każdego dnia zaskakuje mnie swoim spokojem i taką samą codziennością:)

Bóg w niezwykły sposób błogosławi nam, i to widzimy na każdym kroku, jednak pytanie nasuwa się ciągle to samo... Boże czemu jesteś dla mnie taki dobry? Przecież ja na to wszystko nie zasługuję...
A w głowie ciągle jedno i to samo słowo ,,Łaska" po prostu... Niepojęte.

Moja wyprawa do Polski też zbliża sie wielkimi krokami, i jestem tym faktem bardzo podekscytowana. Wierzę, że w tym roku żaden wulkan nie wybuchnie:)

W wolnych chwilach ( których mam bardzo mało) robię kartki dla moich bliskich, dla ludzi których kocham. Takie hobby pozwala zapomnieć choć na chwilkę o troskach dnia codziennego, rozwija myślenie nie tylko o tym co należy zrobić na obiad, czy już zmieniłam pieluchę, o której muszę nakarmic moje dzieci?ale sprawia, że mogę wyrazić swoje emocje przez dobór kolorów, technik itp.

Chyba sie w to wciągnęłam i mam nadzieję wytrwać, jak najdłużej.

niedziela, 13 czerwca 2010

Tak sie bawi, tak sie bawi ... Terespol / New Years Eve 2007

31 grudnia 2007 - Terespol

To byla niezapomniana noc. Szalona zabawa do bialego rana.

December 31st, 2007 - Terespol

This was unforgettable night. Frantic party till the crack of dawn.

poniedziałek, 7 czerwca 2010

Zwykly dzien / Ordinary Day

Pamietnik Taty - 3 wrzesnia 2008 - West Lafayette

Minal miesiac od kiedy przeprowadzilismy sie do West Lafayette. Wszystko tutaj jest dla nas nowe. Pomimo, ze nie jest latwo, Bog jest wierny i troszczy sie o nas. Nie mamy za wiele, ale mamy siebie. Abi spedza wiekszosc czasu z Agnieszka, poniewaz ja pracuje. Kolejne dni mijaja na poznawaniu nowego otoczenia.

Daddy's Diary - September 3rd, 2008 - West Lafayette

It's month since we moved to West Lafayette. Everything here is new for us. Although it isn't easy time, God is faithful and cares for us. We don't have to much, but we have ourselves. Abi spends most of the time with Agnes, because I work. Days pass on exploring new environment.

środa, 21 kwietnia 2010

Niezwykły Bóg

W ostatnich dwóch tygodniach tyle myśli przeszło przez moją głowę, tyle dziwnych pytań, na które nie znajdę tu na ziemi odpowiedzi, dopiero tam, kiedy wreszcie będę w swoim prawdziwym domu:)

Wieści z Polski napłyneły, jak burza. Najpierw cała tragedia z Prezydentem, potem niesprzyjający pył nad Europą...
I przyszła mi myśl, że ludzie myślą, że posiedli wszystko, że technika poszła tak mocno do przodu, że ze wszystkiego jest wyjście... a jednak nie... Okazało się, że jeden wybuch wulkanu sparaliżował cały świat, bilion dolarów strat, ludzie chcący wrócić do swoich domów... Niepewność sytuacji, ile to jeszcze potrwa...

Sama przez moment tak myślałam, ale potem do mojej głowy zaczęły napływać myśli, o tym, że należę do Boga, który rozdzielił morze, który wyratował Daniela z ognia i paszczy lwa, który stworzył niebo, ziemię i wody... I tego się chwytam w moim życiu, jeśli On czynił to kiedyś, to uczyni to dzisiaj.

Kiedy jesteśmy blisko Niego otrzymujemy ten niezwykły pokój, którego świat dać nam nie może, a ON daje w nadmiarze, i wtedy już jest dobrze:)
To ogromna lekcja dla nas wszystkich, lekcja zaufania na 100%, z oczami skierowanymi tylko w stronę nieba!!!

A w Anglii zakwitło wszystko tak pięknie, bo jest tam Ktoś szczególny, ktoś kto potrafi być dzielny i każdego dnia pokonuje Goliata:)
Teraz już mam kogoś, kto rozumie mnie tak dobrze!
Dziękuję M.

sobota, 27 marca 2010

A gu gu, a gu gu ...

Pamietnik Taty - 27 lipca 2007

Daddy's Diary - July 27th, 2007

wtorek, 9 marca 2010

Mufinkowo:)


A to jest coś co się nazywa muffinki
Upiekłam sobie dzisiaj... chciało mi się tak bardzo czegoś słodkiego, no ale, jak to zwykle u mnie bywa, kiedy już sobie pokręcę tym mikserem, nawdycham się zapachów, to potem, kiedy efekt jest "jak na załączonym obrazku" przychodzi moment, że już nie mam na to ochoty:(
Chciałam też żeby mój deser był choć trochę zdrowy (to taka wymówka, by zjeść cosik słodkiego, nie mając przy tym wyrzutów sumienia:), więc dodałam mąki pełnoziarnistej...
To był błąd, bo teraz babeczki tak dziwnie smakują..., jak... chleb?
Sama nie wiem, czuję, że trochę produktów zmarnowałam, ale zasada jest jedna, od razu Krakowa nie zbudowano, i z tego wniosek, że już wiecej nie sięgnę po ten przepis.
Dzieki Bogu, że mój mąż jest zadowolony, i Abi chyba też, bo zdjadła całe dwie...

W ostatnich kilku dniach jest mi bardzo cieżko się zebrać, i myśleć tak bardziej konkretnie, wszystko mi przepływa przez palce, modlę się, czytam Biblię, i jakoś tak nic za bardzo nie dociera do moich komórek. Nie chcę znowu zwalać wszystkiego na przesilenie wiosenne...

Abi leżac dziŚ w swoim łóżeczku mówi do mnie:
- Mamusiu umarłam!
Ja na to:
- Że co?
- Umarłam nie słyszysz, jak mówię do ciebie?
- Kochanie przecież ty żyjesz i oddychasz, o czym ty mówisz...
- Mamusiu musisz po prostu przyjść i mnie uzdrowić!
- Ale ja nie uzdrawiam tylko Pan Jezus...

A moje dziecko na to:
- Oj mamuś połóż ręce i będzie po wszystkim, wstanę, i się z tobą pobawię:)

Z tej rozmowy wywnioskowałam, że ostatnio czytana przeze mnie historia o Łazarzu mocno zapisała sie w głowie Abi, i, że dla dzieci to żaden problem by ktoś powstał z martwych, zwyczajnie trzeba w to uwierzyć...
Nie przez przypadek Jezus powiedział:
Jak nie staniecie się, jak dzieci, nie ujrzycie królestwa Bożego!
Coś w tym ewidentnie musi być:)

piątek, 5 marca 2010



A u nas tak wiosennie...
Słońce świeci coraz mocniej, jest cieplej. Rozmarzona chodzę z Abi ulicami, i w głowie mam pola tulipanów w Holandii...
Ach tulipany, wspaniałe kwiaty plasują się na drugiej pozycji po słonecznikach...

Dziś po porannej kawie niesposkładana jestem strasznie. Nie lubię tych dni, kiedy nie do końca orientuję się dlaczego niewyraźnie się czuję.
Czyżby to kofeina?...

Pan mechanik zaraz przychodzi, bo kran nam się zepsuł, choć woda dzieki Bogu leci,
a ja siedząc sobie na sofie próbuję się wyciszyć.
Abi ucina sobie drzemkę i jest tak spokojnie, choć znając życie, za jakieś 1,5 godziny zacznę tęsknić za dziecięcym hałasem:)

No i weekend z mężem, ach te nasze soboty i niedziele wspólne, tak bardzo je lubię, a tak szybko mijają...