piątek, 17 kwietnia 2009

Wiosna wiosna wiosna

Nareszcie upragnione słońce, spacery, oglądanie pięknych żonkili, tulipanów w przydomowych ogródkach, i ta soczyście zielona trawa:)
Bóg stworzył wszystko tak niezwykle w odpowiednim czasie.
Niesamowite myśli kłebią się po głowie, kiedy słychać śpiew ptaków.
Razem z Abi chodzimy biegać...po chodnikach... w jedno z moich ulubionych miejsc. Większość z was gdyby miała okazję zobaczyć o jakim miejscu mówię stwierdziłaby zapewne, że coś jest ze mną nie tak. Rzeczywiście jest tam kilkanaście domów, wąska droga dla samochodów, dwa chodniki, ale...
Kiedy wchodzisz na tą posesję, cisza sprawia, że odpoczywasz. Zdaje mi się, że to teren prywatny, ale osoby które mnie tam mijają, nie mają pretensji, że korzystam z chodnika, a Abi ciągle próbuje otwierać skrzynki pocztowe, i przenosić kamienie:)
Ludzie sami jej pokazują, jak to się robi...
I tak właśnie, kiedy mama używa zacnego słowa NIE, zawsze pojawi się ktoś kto powie TAK. Domyślać się można, że Abi najbardziej lubi tych, którzy jej na wszystko pozwalają. Miłe jest jednak w Amerykanach to, że zazwyczaj, kiedy idziesz ulicą, ktoś cię zatrzyma, powie miłe słowo...ach.


Kuba ciągle pracuje. Wczoraj jednak udało mi się go wyciągnąć na spacer do mojego miejsca ciszy.

Za oknami naszego mieszkania rozciąga się jedna z najbardziej uczęszczanych dróg naszego miasta. Samochody jeżdżą tu tak do 2 w nocy, a potem na 3 godziny jest spokój.
Jednak można się przyzwyczaić. Człowiek ma dar przystosowawczy:)
Dzisiaj mamy gościa na kolacji, więc idę coś przygotować.

No i tak to zmieściłam kilka informacji o wszystkim i o niczym:)

wtorek, 14 kwietnia 2009

Jak na szpilkach...

Czekam, czekam i ciągle czekam...
Dni odliczam i myślę o niebieskich migdałach:)
Niebawem, jak tylko Bóg da mi taką możliwość poodwiedzam wszystkich moich znajomych, to tu, to tam. Dwa miesiące to w sumie dużo czasu na nadrobienie wielu zaniedbanych spraw.
Dziękuje wszystkim za modlitwy, za ciepłe myśli, i za to, że przez cały czas są ludzie którzy na mnie czekają.
Najchętniej to już dzisiaj spakowałabym walizki:)
Ale hamuję moje instynkty i włączam racjonalne myślenie:)
Przecież to jeszcze 6 tygodni...
Ach, Ten Jezus, On to mnie potrafi zaskoczyć...
Yupiiiiii

poniedziałek, 30 marca 2009

Koncert!

Niedzielny wieczór 29 marca był dla mnie wielką niespodzianką.
Miesiąc temu kiedy dowiedziałam się, że w tutajszym teatrze wystąpi z koncertem Michael W. Smith i Steven Chapman, w moim sercu zrodziło się ogromne pragnienie bycia tam:)
Gdy zobaczyłam cenę biletu, moje emocje opadły i najzwyczajniej w świecie zrezygnowałam.
Mam jednak niezwykłego Ojca, który zna mnie lepiej niż każdy inny człowiek na ziemi.
Widział i poczuł moje marzenia...
Tydzień temu odwiedził nas na kolacji nasz pastor, w pewnym momencie, zapytał się czy może nie chcę pójść na koncert Michaela i Steve'a:D
Można się domyślać jaka była moja reakcja, łzy napłynęły mi do oczu, i w sercu od razu poczułam ogromną wdzięczność, bo wiedziałam, że to przepiękny prezent z góry:)
Moja odpowiedź brzmiała TAK (...zabrzmiało jakby mi się ktoś oświadczył :)

Wczoraj wybrałam się tam z Robbie'm i jeszcze jedną, miłą rodziną amerykańską.
Pierwsze półtorej godziny śpiewał Steve Chapman. Jego piosenki przeplatały się ze świadectwami z jego życia. 10 miesięcy temu wraz z żona stracili swoją malutką córeczkę w wypadku samochodowym. Gdy mówił to co przeżywał przez ten cały okres i, jak teraz śpiewa ponownie dla Boga, ludzie płakali i wiedziałam, że przez jego świadectwo, Duch Świety bardzo działał.
Po 15 minutowej przerwie zaśpiewał Michael W. Smith. Wow!!! Ten człowiek o niebo lepiej brzmi na żywo, niż na płytach!
Niesamowity mężczyna z siłą i przekonaniem oddawał chwałę Bogu na scenie, za każdym razem mówił, że nie jest gwiazdą, jest osobą którą Bóg powołał do służby uwielbienia. Jak sam stwierdził: Komu więcej powierzono, od tego się będzie więcej wymagać:)

Zdjęć niestety nie mam, bo nie pozwolono wnosić aparatu:(
Wczoraj po raz kolejny odczułam, że Bóg chce spełniać nasze marzenia, każde nasze westchnienie ma dla Niego znaczenie.
Kocham Go i nigdy nie zamieniłabym życia jakie mam w NIM dla tego co jest na świecie!!!

poniedziałek, 23 marca 2009

Wycieczka do muzeum 19.03.2009


Wujek Robbie ze swoimi ulubieńcami:)



Babcia z wnuczkiem:)


Brooke





Bardzo się lubią, jak widać na załączonym obrazku:)

Abigail i Corbin

Córcia z tatusiem

Miś polarny w tle:)

Zabawy w wodzie

Z Panem maszynistą:)

W pociągu...

DinoLand

Abi jako archeolog:)

W tle przerażające dinozaury:)




Rodzinka w pełnym składzie:)

Ekscytujący to był dzień...

Corbin

Abi w trakcie jedzenia śniadania:)

Tata Corbina:)
Przepiękny dzień z cudownymi ludźmi u boku:)

czwartek, 12 marca 2009


***
Ze światłości

w światłość

przemieniana
codziennie...

Wypatruję...
Za szybą domu,

otwartego nieba...


Kiedy przyjdziesz?

Czy głośno zapukasz?

Chcę Cię

usłyszeć,

poczuć,

zobaczyć!


Prezentem

w tych czasach
jest dla mnie POKÓJ
serca,
myśli,

rozumu...


Jezus
imię światu nieznane
Dla nas
uciszonych w czekaniu...
niezmienne,

jedyne

ROZWIĄZANIE...

wtorek, 10 marca 2009

Zbliżcie się do Boga, a On przybliży sie do was!
List Jakuba 4,8

Te słowa bardzo mnie dziś dotknęły. Może jest to skutek ostatnich dni, kiedy w świecie chrześcijan zdano sobie sprawę, że czas jest krótki...
Ja przez ostatni miesiąc również byłam dotykana słowem Bożym w tym temacie.
Czasami modliłam się by nie skończyć, jak ,,głupie panny", bez oliwy w swojej lampie, kiedy przyjdzie sam Jezus.
Kiedy przeczytałam ostatnie artykuły napisane przez znanych mówców chrześcijańskich, wysłuchałam kilka bardzo dobrych kazań, o tym, jak Bóg oczyszcza dziś swoje dzieci, to tak naprawdę po jakimś czasie odczułam ogromną ulgę i pokój.
Dla niektórych to co piszę wydaje sie istną abstrakcją, ale chcę Wam powiedzieć, że to co tu zamieszczam, jest zawsze prawdą i w pewnym stopniu zapisem tego co jest we mnie. Mam pragnienie dzielenia się tym z Wami:)

Uczę się ostatnio wiary. Napiszę jedno małe świadectwo, które pokaże niektórym z was, jak Bogu zależy, kiedy szczerze Mu ufamy.

Był bardzo deszczowy, szary dzień. Nie zanosiło się na to, że przestanie padać do wieczora.
Siadziałam w domu z Abi, Kuba przez cały dzień był na uczelni.
Otworzyłam lodówkę i zdałam sobie sprawę, że nie będzie dziś obiadu. Tego dnia miałam iść do sklepu, jednak ze względu na ulewę nie ruszałam się z domu:)
W swoim sercu tylko westchnęłam...Boże Ty widzisz...
Po chwili przybiegła do mnie moja córcia i przytuliła mnie, co było zapewnieniem jej miłości w tej kłopotliwej chwili:)
Potem w natłoku matczynych zajęć, zapomniałam o pustej lodówce, i zaczęłam się bawić z moim dzieckiem. Nagle Abi zrywa się, i biegnie w stronę okna. Wdrapuje się na krzesło i pokazuje palcem na zatłoczoną ulicę, krzycząc ciągle Bev, Bev, Bev...
Co oznacza imię pewnej kobiety z naszego kościoła, która jest bardzo bliska naszemu sercu.
Pomyślałam sobie, że moje dziecko na pewno się myli, Bev nigdy nie przyjeżdza bez zapowiedzi, z resztą za naszym oknem jeździ mnóstwo podobnych do siebie samochodów... Dzieci mają tą wrażliwość duchową, której mi czasami brakuje:)
Po 2 minutach słyszę pukanie do drzwi, i powiem szczerze, że z wrażenia nie czułam nóg. To była właśnie Bev. Powiedziała mi, że rano została poruszona przez Ducha Świetego by zrobić mi zakupy. Przyniosła dokładnie to co potrzebowałam na obiad, a Abi dostała w prezencie książeczkę z naklejkami:)
Czyż Bóg nie troszczy się o to co będziemy jedli, co będziemi pili, i w co będziemy się przyodziewać, nawet gdy za oknem ulewa???
Jemu najbardziej zależy!!!
Dlatego chcę Mu dziś oddać chwałę!
To przecież nasz kochany Tatuś:))
Amen!

niedziela, 1 marca 2009

Life...

Tyle się ostatnio dzieje dookoła mnie, tutaj, jak i tam za wielką wodą w Polsce.
Jestem bardzo podekscytowana każdą informacją, która dociera do mnie z prędkością światła:)

Wpierw zacznę może od tego, co dzieje sie w naszym ,,Zabłockowym" życiu.

Tydzień temu byłam na bardzo miłym, babskim spotkaniu. Rozmawiałyśmy przez cztery godziny, no i oczywiście jadłyśmy:) Wiem, że, jak przystało na babski meeting, cztery godziny to bardzo mało, jak na pogadanki:) Bywałam na takich, gdzie usta nie zamykały nam się przez całą noc:) Spotkanie w gronie Amerykanek udało się jednak. Było kulturalnie, miło i smakowicie;)

W ubiegłym tygodniu mieliśmy kilku gości.
Teraz to dopiero zażywam prawdziwego życia...gdzie?...w kuchni:)
Gotuję, gotuję i gotuję. Powiem szczerze, że bardzo to polubiłam.
Ludzie, którzy do nas zachodzą, chyba też, bo ostatnio coraz częściej widuję ich w naszym mieszkaniu:)

Dzisiaj mieliśmy huczną imprezę w naszym kościele. Nasz młody wiekiem pastor kończył 30 lat, a zbór obchodził druga rocznicę powstania. Po nabożeństwie, każdy mógł sie najeść do syta. Serwowano potrawy meksykańskie. Nawet Abi zjadła sporo mięsa z jakimiś tam przyprawami.

W Ameryce panuje taki zwyczaj, że na okrągłe urodziny każdy z zaproszonych gości może przygotować śmieszną historię o jubilacie. My z Kubą zastanawialiśmy się co powiedzieć, ale doszliśmy do wniosku, że chyba aż tak dobrze to ludzi jeszcze nie znamy:)

Potem wszystkie dzieci, uderzały specjalym kijkiem w wielką papryczkę chili zawieszoną na suficie i wypełnioną kilkoma kilogramami cukierków, lizaków, i gum do żucia. Abi starała się na rękach Kuby uderzać ze wszystkich swoich sił, jednak po wielu staraniach, jej starsza imienniczka rozerwała paprykę i wszystkie dzieci rzuciły się na podłogę po swoją zdobycz, Abi rzecz jasna też, choć bałam się przez moment, że ją stratują:) Wielkim zaskoczeniem było dla mnie, że kilka dzieci podeszło do niej i dało jej swoje cukierki, wzruszyłam się jednym słowem;)

A teraz coś o mnie...
Czuję się tak jakoś inaczej niż zwykle, postanowiłam, że każdego wieczoru, jak to tylko możliwe będę słuchać kazań polskich kaznodziejów. I słucham ich sobie już tak z dwa tygodnie, a nawet więcej. Jednym się mogę podzielić, moje pojmowanie pewnych spraw zmieniło się o 180 stopni. Myślę pozytywnie, jestem uśmiechnięta, szczęśliwa, wypełniona nadzieją, choć dookoła sprawy bardzo różnie się mają. I o to chyba chodzi, że pomimo problemów zachowujesz radość, bo masz przy sobie TEGO, który panuje nad każdą przeciwnością. Jezus zabiera wszelki niepokój z mojego serca, strach i przygnębienie, i w ten sposób mogę uczyć się wiary.

U nas w West Lafayette coraz częściej świeci słońce i śpiewają ptaki, więc WIOSNA za pasem.
Ta myśl też sprawia, że chce się żyć!
I to tyle na dzisiaj...