Wczoraj moja Abigail przyszła do domu ze szkoły bardzo podekscytowana. W drodze powrotnej w autobusie siedziała obok swojego klasowego kolegi Mohameda. Jego rodzina przyjechała z Egiptu do Stanów. I jakoś tak się złożyło, że mieszkają na tym samym osiedlu co my:)
Abi często mówiła mu o tym, że chodzi do kościoła, że modli się do Boga, ale wczoraj powiedziała mi, że miała szczególną rozmowę właśnie z tym chłopcem. Zapytała się go, czy wie kto to jest Jezus. On na to, że nie ma pojęcia, więc Abi przeszła do konkretów, a mianowicie Jezus to Bóg który kocha nas najmocniej, i, że w każdej chwili można przyjść do niego, szczególnie gdy się boimy, albo mamy problem. Mohamed odpowiedział jej, ze bardzo chętnie spróbuje i będzie się modlił i, że podoba mu się, że jest ktoś taki kto nas chroni. Po całej opowieści, Abi stwierdziła, ze czuje iż dobrze zrobiła mówiąc mu o jej Jezusie. Wiecie, moje oczy zalały się łzami, i nie byłam w stanie nic powiedzieć, tylko w cichości serca podziękowałam za moją córkę, skarb który Bóg podarował mi w prezencie.
Rośnie nam ewangelistka dla której białe jest białe, a czarne jest czarne:)
Yesterday my Abi came from school, and told me that she had pretty interesting conversation with her friend Mohamed from her classroom. She mentioned me so many times that she told him about church and God, but Yesterday she asked him a question: Do you know who is Jesus? He said that no, he doesn't. So Abi said that it is a God who protect us, and we can always come to him with any problem. Mohamed said that he will do it, and he will start to pray, it is so cool to have friend like that he said to Abi:)
After all Abi said to me that she feels, she did a good job:) In this moment I had tears in my eyes and couldn't say nothing, just were so thankful to God for my little girl He gave me. She is a truly a gift from Heaven!
I hope she will preach Gospel all her life like that... simple and with love and compassion!
piątek, 2 listopada 2012
czwartek, 4 października 2012
Kto chce spełniać Jego wolę, ten pozna, czy ta nauka pochodzi od Boga, czy też ja mówię od samego siebie. Kto mówi od samego siebie, szuka własnej chwały, a kto szuka chwały tego, który go posłał, ten mówi prawdę i nie zwodzi nikogo. Ewangelia Jana 7, 16-18.
Czy macie czasem takie odczucie czytając Biblię, że pewne słowa dosłownie uderzają was z taką mocą, iż musisz przeczytać to kilka razy, by zapamiętać każde słowo. Tak się też stało z wersetem powyżej w moim przypadku:)
Dla mnie spełnianie Bożej Woli zawsze stanowiło zagadkę, bo co to tak naprawdę znaczy... Kiedy na przykład stajemy przed sytuacjami w życiu, nie czując, jak powinniśmy postąpić, co wtedy....
Jeśli chodzi o mnie, gdzieś wewnątrz mnie staram się jak najczęściej wyłączać swoje emocje, podejmując jakieś ważne decyzje. Daje mi to większą perspektywę patrzenia, przede wszystkim dlatego, że mam wtedy wewnętrzny spokój i mogę trzeźwo myśleć. Nauczyłam się też, że nie wolno nigdy podejmować decyzji w pośpiechu, zawsze mamy czas, nawet wtedy kiedy wydaje nam się, że go nie mamy...:)
To co mogę napisać po wielu latach poznawania Boga to to, że On nigdy nas nie naciska, do niczego nie zmusza, czeka cierpliwie, aż będziemy gotowi. Jeśli modlimy się o Jego prowadzenie każdego dnia, to wierzę, że nawet gdy podejmiemy błędne decyzje On nas wyprowadzi na prostą, ponieważ zależy Mu na nas.
Nigdy więc nie śpieszmy się jeśli chodzi o sprawy wyższej rangi, Bóg już tam był... TAM gdzie my dopiero zmierzamy i doskonale wie, czy warto tam się udać czy też należy jeszcze trochę poczekać.
To tyle!
Czy macie czasem takie odczucie czytając Biblię, że pewne słowa dosłownie uderzają was z taką mocą, iż musisz przeczytać to kilka razy, by zapamiętać każde słowo. Tak się też stało z wersetem powyżej w moim przypadku:)
Dla mnie spełnianie Bożej Woli zawsze stanowiło zagadkę, bo co to tak naprawdę znaczy... Kiedy na przykład stajemy przed sytuacjami w życiu, nie czując, jak powinniśmy postąpić, co wtedy....
Jeśli chodzi o mnie, gdzieś wewnątrz mnie staram się jak najczęściej wyłączać swoje emocje, podejmując jakieś ważne decyzje. Daje mi to większą perspektywę patrzenia, przede wszystkim dlatego, że mam wtedy wewnętrzny spokój i mogę trzeźwo myśleć. Nauczyłam się też, że nie wolno nigdy podejmować decyzji w pośpiechu, zawsze mamy czas, nawet wtedy kiedy wydaje nam się, że go nie mamy...:)
To co mogę napisać po wielu latach poznawania Boga to to, że On nigdy nas nie naciska, do niczego nie zmusza, czeka cierpliwie, aż będziemy gotowi. Jeśli modlimy się o Jego prowadzenie każdego dnia, to wierzę, że nawet gdy podejmiemy błędne decyzje On nas wyprowadzi na prostą, ponieważ zależy Mu na nas.
Nigdy więc nie śpieszmy się jeśli chodzi o sprawy wyższej rangi, Bóg już tam był... TAM gdzie my dopiero zmierzamy i doskonale wie, czy warto tam się udać czy też należy jeszcze trochę poczekać.
To tyle!
czwartek, 23 sierpnia 2012
Z cyklu: Wykombinowane w kuchni:) Working out in the kitchen:)
Dziś chciałam przedstawić moje wariacje kuchenne na dobry i niedrogi obiad:)
A oto produkty:
Today I want to introduce You to a cheap and very good dinner:)
And here are some things:)
- 20 pomidorów koktailowych (20 grape tomatoes)
- Około14 średnich pieczarek ( about 14 medium size mushrooms)
- 2 średnie cebule (2 medium size onions)
- 3 ząbki czosnku (3 cloves of garlic)
- pół kilo piersi z kurczaka (around 1 pound of chicken breast)
- sól, pieprz czarny, kilka listków świeżej bazylii (salt, pepper and few leafs of fresh bazil)
- Oliwa z oliwek (olive oil)
Po pierwsze smażymy kurczaka wcześniej pokrojonego w kostkę na 1 łyżce oliwy z oliwek
( first we fry cut chicken breast on 1 tbsp of olive oil)
Na drugiej patelni w tym samym czasie smażymy na jednej łyżce masła pokrojone pieczarki
(on second pan we fry cut mushrooms on one tbsp of butter)
Kiedy pieczarki się usmażą dodajemy je do kurczaka.
(when mushrooms will be done we put them to chicken breast)
Następnie smażymy cebulę, lekko aby się zeszliła, i dodajemy do mięsa i pieczarek.
(Than we saute onions and put them with chicken and mushrooms).
Teraz robimy sosik:), (now we do a sauce:))
Pół kubka śmietany łaczymy z jedną łyżką majonezu, przeciskamy przez praskę czosnek i doprawiamy solą i pieprzem, ja dołożyłam jeszcze trzy łyżki jogurtu naturalnego, to właśnie on dodał trochę kwaśnego smaku:)
(Half cup of sour cream we mixing with 1 tbsp of mayonnaise, we press garlic to the sauce, than we put salt and peeper to taste, I put 3 tbsp of plain yogurt too, so the the taste is more saucer)
Wlewamy nasz biały sosik na patelnię z zawartością.
(We put all the sauce to the pan with meat and vegetables.)
I mamy gotowy sos, teraz tylko ugotować makaron fettuccine według wskazówek na opakowaniu:)
(So now everything is ready, and we put sauce on fettuccine pasta (boiling with directions on the packaging)
Smacznego!
Bon appetit!
Jesli zrobicie dajcie znać co myślicie:)
When you will do it just let me know what You are thinking:)
A oto produkty:
Today I want to introduce You to a cheap and very good dinner:)
And here are some things:)
- 20 pomidorów koktailowych (20 grape tomatoes)
- Około14 średnich pieczarek ( about 14 medium size mushrooms)
- 2 średnie cebule (2 medium size onions)
- 3 ząbki czosnku (3 cloves of garlic)
- pół kilo piersi z kurczaka (around 1 pound of chicken breast)
- sól, pieprz czarny, kilka listków świeżej bazylii (salt, pepper and few leafs of fresh bazil)
- Oliwa z oliwek (olive oil)
Po pierwsze smażymy kurczaka wcześniej pokrojonego w kostkę na 1 łyżce oliwy z oliwek
( first we fry cut chicken breast on 1 tbsp of olive oil)
Na drugiej patelni w tym samym czasie smażymy na jednej łyżce masła pokrojone pieczarki
(on second pan we fry cut mushrooms on one tbsp of butter)
Kiedy pieczarki się usmażą dodajemy je do kurczaka.
(when mushrooms will be done we put them to chicken breast)
Następnie smażymy cebulę, lekko aby się zeszliła, i dodajemy do mięsa i pieczarek.
(Than we saute onions and put them with chicken and mushrooms).
Teraz robimy sosik:), (now we do a sauce:))
Pół kubka śmietany łaczymy z jedną łyżką majonezu, przeciskamy przez praskę czosnek i doprawiamy solą i pieprzem, ja dołożyłam jeszcze trzy łyżki jogurtu naturalnego, to właśnie on dodał trochę kwaśnego smaku:)
(Half cup of sour cream we mixing with 1 tbsp of mayonnaise, we press garlic to the sauce, than we put salt and peeper to taste, I put 3 tbsp of plain yogurt too, so the the taste is more saucer)
Wlewamy nasz biały sosik na patelnię z zawartością.
(We put all the sauce to the pan with meat and vegetables.)
I mamy gotowy sos, teraz tylko ugotować makaron fettuccine według wskazówek na opakowaniu:)
(So now everything is ready, and we put sauce on fettuccine pasta (boiling with directions on the packaging)
Smacznego!
Bon appetit!
Jesli zrobicie dajcie znać co myślicie:)
When you will do it just let me know what You are thinking:)
czwartek, 12 lipca 2012
Co też siedzi w głowie matki Polki:)
Tak, tak mózg kobiety to temat rzeka, a nawet ocean, a może posunę się do stwierdzenia... całe skupisko wód niebieskich na sklepieniu ziemskim:)
Czy wiecie, że taka matka, jaką na przykład jestem ja, umie myśleć o przynajmniej pięciu rzeczach naraz, co dla mojego męża pozostaje maksymalnym ekstremum, choć próbuje mnie w tym dzielnie zrozumieć:) Czasem jednak myślę, iż troszkę się w tym gubi. Zważając na to, że mężczyźni nie mają talentu przeskawiwania z tematu na temat, nie umieją mysleć jednocześnie o zmianie pieluchy, i o tym jak jutro ubrać dzieci na spacer, a dodatkowo jeszcze w takim właśnie momencie kobieta potrafi jeszcze przypomnieć sobie konwersację z mamą lub przyjaciółką:) A przy odpowiadaniu mężowi na zadane pytanie wpada jej na myśl, że jej dziecko nie wypiło dziś wystarczająco dużo wody... i może rzecz jasna się odwodnić przy takich upałach:)
Mam wrażenie pisząc w tym temacie, że już się pogubiłam, ale ostatnio odkrywam w sobie, że talent myślenia o wszystkim na raz często utrudnia mi życie...
Na przykład:
Rozmowa przed wyjazdem do naszych znajomych, bądź nad jezioro:
Kochana wziełaś pieluchy?- pyta mąż:)
Oczywiście, że tak- myślę sobie, no przecież nigdy nie zapomnę o pieluchach.
A masz chusteczki i ubranie na zmianę?
Tak, tak jasne, że spakowałam.
A butelkę z wodą wziełaś?
Oj no nie wziełam, czekaj pobiegnę na góre i wezmę- nie ukrywam, że jestem lekko podirytowana tym faktem, bo znowu moje myślenie o tysiącu rzeczach na raz zawodzi.
I tu się nasuwa myśl, Agnieszka zacznij planować i robić listy. Tak, tak, jestem z tych bardziej niezorganizowanych kobiet pomiędzy Amerykankami, które posiadają swoje kolorowe notesy, w których każda godzina jest przypisana poszczególnym czynnościom. Myślałam trochę o tym, aby sobie tak uszczknąć co nie co z tego notesowego pomysłu, jednak, skończyło sie na tym, że zamiast pisać tam plan dnia, po prostu prowadzę tam swój pamiętnik:), spisuję moje modlitwy i myśli o wszystkim.
Oj chyba troszkę zeszłam z tematu, no ale w sumie o to tu chodzi, zaczełam o tym, że tyle myśli zaprząta moją głowę w jednej chwili, a skończyłam na amerykańskich notesach, planerach... jak zwał tak zwał:)
Wiecie jestem Bogu wdzięczna za bliskie mojemu sercu kobiety, z którymi pozostaje mi głównie rozmawiać przez Skypa, bądź pisać maile. Te rozmowy są takie bogate w treściach, tyle wątków się przewija naraz, że potem mam o czym mysleć przez resztę dnia:) Mój mąż właśnie tu wykazuje dość mocny wyraz niezrozumienia, a raczej bardziej bym rzekła nieogarniania tego całego babskiego świata:)
Bóg stwarzając kobietę, powiedział do Adama, że stwarza mu POMOC, no i stworzył:) Myśląc o tylu rzeczach na raz mamy bardzo szeroki punkt widzenia:), który z miłą chęcią przedstawiamy płci przeciwnej. Jej jak mój mąż to przeczyta, to ... zapewne pomyśli..., że cieżko zrozumieć kobietę... i tak do końca życia..., choć szczerze powiem, że mnie też coraz trudniej jest zrozumieć mężczyzn, odkrywam, że zamiast warkoczy myśli w głowie posiadają, ,,koński ogon'', ale choć jeden, to i tak potrafi zakrecić się na wietrze:) Zapewne tu się już naraziłam... może czas kończyć tym miłym akcentem:)
Dzięki Ci Boże za wolność słowa:P
Trzymajcie się kobitki wszystkie dzielnie, grunt to myśleć o dobrych rzeczach. Plećmy warkocze z naszych myśli, spostrzeżeń i słów, i niech budują innych, szczególnie naszych mężów, ojców i braci itp:)))) Do kolejnego skrobnięcia o wszystkim i niczym;)
Czy wiecie, że taka matka, jaką na przykład jestem ja, umie myśleć o przynajmniej pięciu rzeczach naraz, co dla mojego męża pozostaje maksymalnym ekstremum, choć próbuje mnie w tym dzielnie zrozumieć:) Czasem jednak myślę, iż troszkę się w tym gubi. Zważając na to, że mężczyźni nie mają talentu przeskawiwania z tematu na temat, nie umieją mysleć jednocześnie o zmianie pieluchy, i o tym jak jutro ubrać dzieci na spacer, a dodatkowo jeszcze w takim właśnie momencie kobieta potrafi jeszcze przypomnieć sobie konwersację z mamą lub przyjaciółką:) A przy odpowiadaniu mężowi na zadane pytanie wpada jej na myśl, że jej dziecko nie wypiło dziś wystarczająco dużo wody... i może rzecz jasna się odwodnić przy takich upałach:)
Mam wrażenie pisząc w tym temacie, że już się pogubiłam, ale ostatnio odkrywam w sobie, że talent myślenia o wszystkim na raz często utrudnia mi życie...
Na przykład:
Rozmowa przed wyjazdem do naszych znajomych, bądź nad jezioro:
Kochana wziełaś pieluchy?- pyta mąż:)
Oczywiście, że tak- myślę sobie, no przecież nigdy nie zapomnę o pieluchach.
A masz chusteczki i ubranie na zmianę?
Tak, tak jasne, że spakowałam.
A butelkę z wodą wziełaś?
Oj no nie wziełam, czekaj pobiegnę na góre i wezmę- nie ukrywam, że jestem lekko podirytowana tym faktem, bo znowu moje myślenie o tysiącu rzeczach na raz zawodzi.
I tu się nasuwa myśl, Agnieszka zacznij planować i robić listy. Tak, tak, jestem z tych bardziej niezorganizowanych kobiet pomiędzy Amerykankami, które posiadają swoje kolorowe notesy, w których każda godzina jest przypisana poszczególnym czynnościom. Myślałam trochę o tym, aby sobie tak uszczknąć co nie co z tego notesowego pomysłu, jednak, skończyło sie na tym, że zamiast pisać tam plan dnia, po prostu prowadzę tam swój pamiętnik:), spisuję moje modlitwy i myśli o wszystkim.
Oj chyba troszkę zeszłam z tematu, no ale w sumie o to tu chodzi, zaczełam o tym, że tyle myśli zaprząta moją głowę w jednej chwili, a skończyłam na amerykańskich notesach, planerach... jak zwał tak zwał:)
Wiecie jestem Bogu wdzięczna za bliskie mojemu sercu kobiety, z którymi pozostaje mi głównie rozmawiać przez Skypa, bądź pisać maile. Te rozmowy są takie bogate w treściach, tyle wątków się przewija naraz, że potem mam o czym mysleć przez resztę dnia:) Mój mąż właśnie tu wykazuje dość mocny wyraz niezrozumienia, a raczej bardziej bym rzekła nieogarniania tego całego babskiego świata:)
Bóg stwarzając kobietę, powiedział do Adama, że stwarza mu POMOC, no i stworzył:) Myśląc o tylu rzeczach na raz mamy bardzo szeroki punkt widzenia:), który z miłą chęcią przedstawiamy płci przeciwnej. Jej jak mój mąż to przeczyta, to ... zapewne pomyśli..., że cieżko zrozumieć kobietę... i tak do końca życia..., choć szczerze powiem, że mnie też coraz trudniej jest zrozumieć mężczyzn, odkrywam, że zamiast warkoczy myśli w głowie posiadają, ,,koński ogon'', ale choć jeden, to i tak potrafi zakrecić się na wietrze:) Zapewne tu się już naraziłam... może czas kończyć tym miłym akcentem:)
Dzięki Ci Boże za wolność słowa:P
Trzymajcie się kobitki wszystkie dzielnie, grunt to myśleć o dobrych rzeczach. Plećmy warkocze z naszych myśli, spostrzeżeń i słów, i niech budują innych, szczególnie naszych mężów, ojców i braci itp:)))) Do kolejnego skrobnięcia o wszystkim i niczym;)
środa, 11 lipca 2012
Dziś znowu buszowałam w kuchni, jak i w internecie szukając nowych pomysłów na jakieś proste, smaczne dania, które moja rodzina pokocha.
I znalazłam na jednej ze stron, danie zdrowe, pożywne i do tego proste, choć troszkę czasochłonne, szczególnie kiedy się ma dwójkę dzieci przy sobie:)
A oto i zdjęcie tego co stworzyły moje ręce:)
sobota, 31 marca 2012
najpiękniejsze chwile...
Od końca lutego nie zamieszczałam żadnych postów, ponieważ w wolnych chwilach wolałam spędzić czas z moją rodziną, z Bogiem, jak również nauczyc się gotować smacznie i zdrowo:)
I muszę powiedzieć, że to pokochałam.
Każdą wolną chwilę spędzam teraz na mieszaniu smaków od kuchni meksykańskiej, po chińską a na amerykańskiej skończywszy:)
Niezwykłe jest jednak to, że w tych wszystkich potrawach ciagle włączam coś polskiego:), no bo polska kuchnia jest najlepsza i niektóre z tradycyjnych potraw nigdy nie zgniną z mojego stołu, a tym bardziej z pamięci;)
Jeszcze pół roku temu każda wyprawa do kuchni była dla mnie udręką i jakoś nie bardzo chciało mi się patrzeć na garnki, talerze i łyżki. Robiłam tylko tak by wszyscy sie najedli i z głowy:). Teraz jednak jest inaczej, odkryłam, że to moja nowa pasja. Chciałabym w przyszłości móc jeszcze bardziej eksperymentować, ale z wiadomych względów jeszcze nie czas na to.
Zbliżają się świeta wielkanocne, a co za tym idzie, wracają myśli o moim ukochanym Jezusie i o tym co dla mnie zrobił. Ten nadchodzący czas jest dla mnie zawsze niezwykłą inspiracją do szukania na nowo mojego Boga. Życzę wszystkim by w te świeta każdy mógł odczuć Jego świetą obecność, i mógł zrozumieć czym jest chodzenie w wolności od grzechu, w pełnym pokoju!
Już niedługo jedziemy do Polski. Równo za dwa tygodnie, jeśli Bog pozwoli, znowu będę stąpać po polskiej ziemi i zobaczę moje ukochane twarze, twarze ludzi których kocham i bez ktorych moje życie było bardzo niekompletne:)
Dziekuje Bogu za to, że mam możliwość znowu zobaczyć moją rodzinę. To Jego ogromna łaska sprawia ciągle, że mam szansę by wyjechać do mojego kochanego kraju.
Sciskam wszystkich najmocniej jak sie da!
I muszę powiedzieć, że to pokochałam.
Każdą wolną chwilę spędzam teraz na mieszaniu smaków od kuchni meksykańskiej, po chińską a na amerykańskiej skończywszy:)
Niezwykłe jest jednak to, że w tych wszystkich potrawach ciagle włączam coś polskiego:), no bo polska kuchnia jest najlepsza i niektóre z tradycyjnych potraw nigdy nie zgniną z mojego stołu, a tym bardziej z pamięci;)
Jeszcze pół roku temu każda wyprawa do kuchni była dla mnie udręką i jakoś nie bardzo chciało mi się patrzeć na garnki, talerze i łyżki. Robiłam tylko tak by wszyscy sie najedli i z głowy:). Teraz jednak jest inaczej, odkryłam, że to moja nowa pasja. Chciałabym w przyszłości móc jeszcze bardziej eksperymentować, ale z wiadomych względów jeszcze nie czas na to.
Zbliżają się świeta wielkanocne, a co za tym idzie, wracają myśli o moim ukochanym Jezusie i o tym co dla mnie zrobił. Ten nadchodzący czas jest dla mnie zawsze niezwykłą inspiracją do szukania na nowo mojego Boga. Życzę wszystkim by w te świeta każdy mógł odczuć Jego świetą obecność, i mógł zrozumieć czym jest chodzenie w wolności od grzechu, w pełnym pokoju!
Już niedługo jedziemy do Polski. Równo za dwa tygodnie, jeśli Bog pozwoli, znowu będę stąpać po polskiej ziemi i zobaczę moje ukochane twarze, twarze ludzi których kocham i bez ktorych moje życie było bardzo niekompletne:)
Dziekuje Bogu za to, że mam możliwość znowu zobaczyć moją rodzinę. To Jego ogromna łaska sprawia ciągle, że mam szansę by wyjechać do mojego kochanego kraju.
Sciskam wszystkich najmocniej jak sie da!
piątek, 17 lutego 2012
odkrywanie życia na nowo
Odkrywanie na nowo czegoś co było mi znane od dawna z Bogiem, jest tak pasjonującym przeżyciem, gdyż nagle dowiaduję się, że to co już wiem było tylko początkiem, a teraz Bog stwarza coś na nowo, coś pieknego i świeżego, i prowadzi mnie głębiej w wyznaczonym kierunku.
Chciałabym napisać słów kilka o znanym nam temacie, o uwielbieniu naszego Boga.
Ostatnio wydaje mi się jak bardzo jesteśmy pozamykani w schematach, w pewnym planie, jak takie uwielbienie ma wygladać. Słowo to od razu kojarzy nam się ze śpiewaniem piosenek, w których naszym bohaterem jest Jezus, a potem staramy się wchodzić poprzez dzwięki muzyki i słowa pieśni głebiej i głebiej. Zazwyczaj na nabożeństwie jest jedna pieśń szybka, taka na rozruszanie, potem dziękczynna, że Jezus zaraz zawita w to miejsce, a na końcu coś wolnego, coś co sprawi, że będziemy mogli wyznać: Jezu juz tu jesteś!:)
Wiem o czym piszę, bo sama nie raz byłam w taki kołowrotku każdej niedzieli, a nawet w ciągu tygodnia.
Aż do pewnego momentu, kiedy odkryłam, że pieśni, ich pisanie, dźwięki instrumentów nasz głos są tylko wynikiem uwielbienia, bo to co jest nim naprawdę to codzienna niegasnąca relacja z Nim. Codzienna walka o to by być coraz bliżej Niego, nie zważając na myśli typu: Boże nie wiem czy tu jesteś..., nic do mnie nie mówisz..., a kończąc nasz codzienny czas z Panem słowami: ...to może ja już sobie pójdę bo nie wiem czy mnie słyszysz... itd. Wierzę, że kiedy wytrwamy w tych momentach, w momentach nachodzących nas wątpliwości, to ten czas spędzony z Nim nawet kiedy myślimy, że nic się nie wydarzyło, przyniesie nam owoc na przyszłość, wyda wspaniałą woń gdy będziemy wokoło innych. Wierzę, że kiedy każdego dnia będziemy szukać naszego Boga w Jego Słowie, kiedy będziemy się modlić, sprawiać, że ta relacja będzie najcenniejsza w naszym życiu, to pewnego dnia zrozumiemy, że uwielbienie Go to dostrzeganie go w najmniejszych rzeczach, to otwarte serce na to co on będzie chciał zrobić w naszym życiu, gotowość do poniesienia ceny za pójście za Nim i dziękowanie za Jego niekończącą się miłość.
Myślę, że Jesus nie raz podskakwiał ze mną, kiedy ja dla Niego tańczyłam, nie raz szepnął mi miłe słowo by tylko zobaczyć uśmiech na mojej twarzy. Wiem, ze taką mnie stworzył, sprawił, że moja radość może komuś pomóc, że mój uśmiech może umilić komuś dzień, ale w sumie ludzie którzy to odczuwają, chciałabym aby zawsze wiedzieli, że to nie ja, ale ten który mieszka we mnie tak bardzo ich kocha i tak bardzo chce by każdy mógł być szcześliwy i wolny.
Dziękuję mojemu Bogu, że codziennie daje mi szansę wiedząc, jak bardzo jestem niedoskonała. Wiem jednak, że tylko w Nim odnajduję swoją wartość i wiem, ze On stworzył mnie dla swojego konkretnego celu, który jest przede mną!
Chciałabym napisać słów kilka o znanym nam temacie, o uwielbieniu naszego Boga.
Ostatnio wydaje mi się jak bardzo jesteśmy pozamykani w schematach, w pewnym planie, jak takie uwielbienie ma wygladać. Słowo to od razu kojarzy nam się ze śpiewaniem piosenek, w których naszym bohaterem jest Jezus, a potem staramy się wchodzić poprzez dzwięki muzyki i słowa pieśni głebiej i głebiej. Zazwyczaj na nabożeństwie jest jedna pieśń szybka, taka na rozruszanie, potem dziękczynna, że Jezus zaraz zawita w to miejsce, a na końcu coś wolnego, coś co sprawi, że będziemy mogli wyznać: Jezu juz tu jesteś!:)
Wiem o czym piszę, bo sama nie raz byłam w taki kołowrotku każdej niedzieli, a nawet w ciągu tygodnia.
Aż do pewnego momentu, kiedy odkryłam, że pieśni, ich pisanie, dźwięki instrumentów nasz głos są tylko wynikiem uwielbienia, bo to co jest nim naprawdę to codzienna niegasnąca relacja z Nim. Codzienna walka o to by być coraz bliżej Niego, nie zważając na myśli typu: Boże nie wiem czy tu jesteś..., nic do mnie nie mówisz..., a kończąc nasz codzienny czas z Panem słowami: ...to może ja już sobie pójdę bo nie wiem czy mnie słyszysz... itd. Wierzę, że kiedy wytrwamy w tych momentach, w momentach nachodzących nas wątpliwości, to ten czas spędzony z Nim nawet kiedy myślimy, że nic się nie wydarzyło, przyniesie nam owoc na przyszłość, wyda wspaniałą woń gdy będziemy wokoło innych. Wierzę, że kiedy każdego dnia będziemy szukać naszego Boga w Jego Słowie, kiedy będziemy się modlić, sprawiać, że ta relacja będzie najcenniejsza w naszym życiu, to pewnego dnia zrozumiemy, że uwielbienie Go to dostrzeganie go w najmniejszych rzeczach, to otwarte serce na to co on będzie chciał zrobić w naszym życiu, gotowość do poniesienia ceny za pójście za Nim i dziękowanie za Jego niekończącą się miłość.
Myślę, że Jesus nie raz podskakwiał ze mną, kiedy ja dla Niego tańczyłam, nie raz szepnął mi miłe słowo by tylko zobaczyć uśmiech na mojej twarzy. Wiem, ze taką mnie stworzył, sprawił, że moja radość może komuś pomóc, że mój uśmiech może umilić komuś dzień, ale w sumie ludzie którzy to odczuwają, chciałabym aby zawsze wiedzieli, że to nie ja, ale ten który mieszka we mnie tak bardzo ich kocha i tak bardzo chce by każdy mógł być szcześliwy i wolny.
Dziękuję mojemu Bogu, że codziennie daje mi szansę wiedząc, jak bardzo jestem niedoskonała. Wiem jednak, że tylko w Nim odnajduję swoją wartość i wiem, ze On stworzył mnie dla swojego konkretnego celu, który jest przede mną!
środa, 8 lutego 2012
Zdjęć kilka
Tak właśnie wyglądają moje dziewczyny, jak na razie żyją ze sobą w zgodzie i marzy mi się by tak zostało:), choć ostatnio nasz dobry przyjaciel dał im pobawić się swoim iPhonem, i skutki tego były straszne. Jedna i druga nie chciała ustąpić, nawet ta mniejsza okazała się bardziej sprytna niż ta starsza...aż mi się włos jeży na głowie, kiedy pomyślę, że roczne dziecko potrafi już odblokować telefon by sobie poprzyciskać klawisze...:)
W lutowy dzień pisząc słów kilka
Żyjemy w coraz to innym świecie, i z moich codziennych przemyśleń wnioskuję, że ta inność nabiera tempa każdego dnia:)
Staram się w tym wszystkim co mnie otacza stać w miejscu, jakie wyznacza mi Bóg, choć czasem jest mi po prostu ciężko przechodzić obojętnie obok rzeczy lub sytuacji, które budzą mój niepokój, a także zainteresowanie.
Tu gdzie obecnie żyję, mój każdy dzień jest z ludzkiego punktu widzenia jakiś taki zwyczajny. Czasami nawet mogłabym rzec, iż każdego dnia jest tak samo.
Choć zgłębiając temat w sumie nie jest, bo mając pod opieką dwójkę dziewcząt, które co 20 sekund zmieniają swoje pomysły, życie codzienne jest bardzo barwne, wesołe i pełne niespodzianek tych milszych i tych mniej miłych:) Uczę się codziennie, jak wiele zależy od punktu widzenia sytuacji.
Przez nasz dom co jakiś czas przewija się fala dziwnych wirusów, które przynajmniej jednego członka naszej rodziny muszą zaatakować:)
Wszyscy czekamy na ciepłą wiosnę, i już nie możemy się doczekać, kiedy przywitamy ją w naszej ukochanej Polsce.
A co do mojego kraju, to wiele się tam ostatnio dzieje, od Acta, po zgon 6-miesięcznego dziecka, aż na śmierci Wisławy Szymborskiej skończywszy.
Obserwując to wszystko jest mi czasem bardzo smutno, ile w naszym narodzie jest nienawiści, braku przebaczenia dla człowieka, goryczy i pesymizmu. Choć bardzo kocham Polskę, to wiem, ze teraz będąc w innym kraju te wszystkie negatywne cechy Polaków są dla mnie jeszcze bardziej dostrzegalne. Przykro mi to stwierdzić, ale nie chcę brać tego co złe od moich rodaków. Biblia mówi jasno, że mamy chodzić w światłości codziennie, bez wyjątku:)
Dla mnie światłość to radość, niesienie pomocy innym i nie oczekiwanie niczego w zamian, stawianie innych wyżej od siebie, niechęć do ciągłego narzekania, oraz oderwanie się od schematu ,,Co pomyślą sobie inni"...
Takie myślenie niesie wyzwolenie, wolność w mówieniu, w zachowaniu, a co za tym idzie stajemy się coraz bardziej wiarygodni dla innych, choć może czasem także i niewygodni:)
To tyle jeśli chodzi o moje teraźniejsze przemyślenia:)
Staram się w tym wszystkim co mnie otacza stać w miejscu, jakie wyznacza mi Bóg, choć czasem jest mi po prostu ciężko przechodzić obojętnie obok rzeczy lub sytuacji, które budzą mój niepokój, a także zainteresowanie.
Tu gdzie obecnie żyję, mój każdy dzień jest z ludzkiego punktu widzenia jakiś taki zwyczajny. Czasami nawet mogłabym rzec, iż każdego dnia jest tak samo.
Choć zgłębiając temat w sumie nie jest, bo mając pod opieką dwójkę dziewcząt, które co 20 sekund zmieniają swoje pomysły, życie codzienne jest bardzo barwne, wesołe i pełne niespodzianek tych milszych i tych mniej miłych:) Uczę się codziennie, jak wiele zależy od punktu widzenia sytuacji.
Przez nasz dom co jakiś czas przewija się fala dziwnych wirusów, które przynajmniej jednego członka naszej rodziny muszą zaatakować:)
Wszyscy czekamy na ciepłą wiosnę, i już nie możemy się doczekać, kiedy przywitamy ją w naszej ukochanej Polsce.
A co do mojego kraju, to wiele się tam ostatnio dzieje, od Acta, po zgon 6-miesięcznego dziecka, aż na śmierci Wisławy Szymborskiej skończywszy.
Obserwując to wszystko jest mi czasem bardzo smutno, ile w naszym narodzie jest nienawiści, braku przebaczenia dla człowieka, goryczy i pesymizmu. Choć bardzo kocham Polskę, to wiem, ze teraz będąc w innym kraju te wszystkie negatywne cechy Polaków są dla mnie jeszcze bardziej dostrzegalne. Przykro mi to stwierdzić, ale nie chcę brać tego co złe od moich rodaków. Biblia mówi jasno, że mamy chodzić w światłości codziennie, bez wyjątku:)
Dla mnie światłość to radość, niesienie pomocy innym i nie oczekiwanie niczego w zamian, stawianie innych wyżej od siebie, niechęć do ciągłego narzekania, oraz oderwanie się od schematu ,,Co pomyślą sobie inni"...
Takie myślenie niesie wyzwolenie, wolność w mówieniu, w zachowaniu, a co za tym idzie stajemy się coraz bardziej wiarygodni dla innych, choć może czasem także i niewygodni:)
To tyle jeśli chodzi o moje teraźniejsze przemyślenia:)
piątek, 23 grudnia 2011
Jezus nam sie narodził!
Co to będą za święta..., nawet zagoszczą na naszym stole śledzie:), a to dzięki naszym przyjaciołom z Indianopolis, z którymi widzimy się w wigilijny poranek, by zjeść śniadanie w restauracji:) Tak, tak to zupełnie coś nowego, bo zazwyczaj w Wigilię nie ruszałam sie z domu, gotując, smażąc i piekąc, a także przygotowując się do wieczornego nabożeństwa w naszym kościele.
A w tym roku przynamniej jakaś mała odmiana:)
Cudownie jest mi się skoncentrować na Betlejem w tym szczególnym czasie, na Marii, która trzymała małą rączkę mojego Zbawiciela, która tuliła Go tak mocno, chyba nie do końca zdając sobie sprawę, kim On był, jest i będzie. Z całą naszą rodziną chcemy, jak najpiękniej uczcić urodziny naszego Pana!
Życzę wszystkim moim bliskim i tym dalszym, aby ten nadchodzący czas miał dla nas wszystkich inne znaczenie, to które jest zapisane w górze a nie to, które jest na dole.
Niech Jezus rodzi się w waszych sercach na nowo, w te Święta, oraz w każdy dzień w nachodzącym 2012 roku.
A w tym roku przynamniej jakaś mała odmiana:)
Cudownie jest mi się skoncentrować na Betlejem w tym szczególnym czasie, na Marii, która trzymała małą rączkę mojego Zbawiciela, która tuliła Go tak mocno, chyba nie do końca zdając sobie sprawę, kim On był, jest i będzie. Z całą naszą rodziną chcemy, jak najpiękniej uczcić urodziny naszego Pana!
Życzę wszystkim moim bliskim i tym dalszym, aby ten nadchodzący czas miał dla nas wszystkich inne znaczenie, to które jest zapisane w górze a nie to, które jest na dole.
Niech Jezus rodzi się w waszych sercach na nowo, w te Święta, oraz w każdy dzień w nachodzącym 2012 roku.
wtorek, 13 grudnia 2011
Kilka slajdów z życia moich córek
A tu sielankowa scena, jak dwie siostry są spokojne, nie kłócą się o zabawki i każda zajęta jest sobą. Szkoda, ze tych chwil jest tak mało;)
U naszych przyjaciół z ukochanymi przez Noemi żywymi zabawkami:)
Abi przed niedzielnym nabożeństwem koniecznie musi odegrać wielką rolę, bierze swój mini teatr, i wymyśla przeróżne historie.
Ukochana zabawa Noemi, całowanie szyby pieca, często stoi tam i mówi do odbicia w szybie. Całkiem śmiesznie to wygląda:)
U naszych przyjaciół z ukochanymi przez Noemi żywymi zabawkami:)
Abi przed niedzielnym nabożeństwem koniecznie musi odegrać wielką rolę, bierze swój mini teatr, i wymyśla przeróżne historie.
Ukochana zabawa Noemi, całowanie szyby pieca, często stoi tam i mówi do odbicia w szybie. Całkiem śmiesznie to wygląda:)
W ten jakże świąteczny czas wiele się zmienia w moim myśleniu. Nie mogę powiedzieć, że się starzeję, ale jakoś czas mi się spowalnia, siadam przy kubku gorącej czekolady i rozmyślam nad moim istnieniem tutaj na ziemi, nad tym co jeszcze przede mną, moim mężem i dziećmi.
Choć śniegu za oknem nie widać, to czuję już ten niezwykły czas, czas który jest takim corocznym prezentem od samego Boga. Czas w którym zdaję sobie sprawę, jak wielki, wszechmocny przysłał na ziemię KOGOŚ dzięki któremu dziś nie muszę się bać, mogę każdego dnia patrzeć z nadzieją na jutro i cieszyć się, że On jeden najlepiej mnie rozumie.
U nas choinka codziennie świeci kolorowymi lampkami, ubraliśmy ją tylko dlatego, że sprawia to Abi ogromną radość.
Niestety do choinki nie ma dojścia, okrążona jest bowiem kanapami z dwóch stron, a za nią są dwie ściany. Zrobiliśmy to z wiadomych względów, by nasze drugie małe bobo nie mogło wgryzać się w bombki i zrywać łańcuchów.
Ostatnio modlimy się wiele o nasze zdrowie, które kuleje straszliwie tej zimy. Jestem już tym trochę zmęczona, ale cóż nic na to nie poradzę, chyba każda matka przez to przechodzi w tym okresie:)
Dziś też odwiedziła mnie bardzo miła osoba z dwójką swoich dziewczynek, i fakt jest jeszcze milszy, że jest to Polka i mogłyśmy razem wypić kawę i chrupać czekoladowe, ciepłe ciastka.
Ten tydzień zapowiada się na bardzo towarzyski, i niezwykle się z tego cieszę, lubię jak ludzie do nas wpadają i możemy rozmawiać przy jedzeniu. Święta spędzamy z naszymi polskimi znajomymi, którzy mieszkają bardzo niedaleko nas, a potem hyc do naszych najdroższych przyjaciół na południe, gdzie zima wcale nie jest zimą, bo świeci tam słońce i można kąpać się w oceanie:)
I to na tyle dzisiaj.
Choć śniegu za oknem nie widać, to czuję już ten niezwykły czas, czas który jest takim corocznym prezentem od samego Boga. Czas w którym zdaję sobie sprawę, jak wielki, wszechmocny przysłał na ziemię KOGOŚ dzięki któremu dziś nie muszę się bać, mogę każdego dnia patrzeć z nadzieją na jutro i cieszyć się, że On jeden najlepiej mnie rozumie.
U nas choinka codziennie świeci kolorowymi lampkami, ubraliśmy ją tylko dlatego, że sprawia to Abi ogromną radość.
Niestety do choinki nie ma dojścia, okrążona jest bowiem kanapami z dwóch stron, a za nią są dwie ściany. Zrobiliśmy to z wiadomych względów, by nasze drugie małe bobo nie mogło wgryzać się w bombki i zrywać łańcuchów.
Ostatnio modlimy się wiele o nasze zdrowie, które kuleje straszliwie tej zimy. Jestem już tym trochę zmęczona, ale cóż nic na to nie poradzę, chyba każda matka przez to przechodzi w tym okresie:)
Dziś też odwiedziła mnie bardzo miła osoba z dwójką swoich dziewczynek, i fakt jest jeszcze milszy, że jest to Polka i mogłyśmy razem wypić kawę i chrupać czekoladowe, ciepłe ciastka.
Ten tydzień zapowiada się na bardzo towarzyski, i niezwykle się z tego cieszę, lubię jak ludzie do nas wpadają i możemy rozmawiać przy jedzeniu. Święta spędzamy z naszymi polskimi znajomymi, którzy mieszkają bardzo niedaleko nas, a potem hyc do naszych najdroższych przyjaciół na południe, gdzie zima wcale nie jest zimą, bo świeci tam słońce i można kąpać się w oceanie:)
I to na tyle dzisiaj.
piątek, 11 listopada 2011
Rózne chwile
W chwili radości przychodzi energia a zaraz potem lekkie uśpienie.
W chwili smutku przychodzi zawachanie, a potem łzy.
W chwili zadumy przychodzi chęć zmiany, a potem działanie.
W chwili złości przychodzi niepotrzebne słowo, a potem pustka.
W chwili stresu przychodzi ten wewnętrzny ucisk, a potem brak realistycznego myślenia.
W chwili poddania się przychodzi rezygnacja, a potem zdaję sobie sprawę, że jest TEN, który mi pomoże... zawsze pomoże...
Najchętniej zostałabym przy tych chwilach radości, tak jak pisał Paweł: ,,radości ze wszystkiego", tego wielkiego i tego małego,i nawet tego niedostrzegalnego:)
Dobrze jest popatrzeć na słońce w ten jesienny dzień.
W chwili smutku przychodzi zawachanie, a potem łzy.
W chwili zadumy przychodzi chęć zmiany, a potem działanie.
W chwili złości przychodzi niepotrzebne słowo, a potem pustka.
W chwili stresu przychodzi ten wewnętrzny ucisk, a potem brak realistycznego myślenia.
W chwili poddania się przychodzi rezygnacja, a potem zdaję sobie sprawę, że jest TEN, który mi pomoże... zawsze pomoże...
Najchętniej zostałabym przy tych chwilach radości, tak jak pisał Paweł: ,,radości ze wszystkiego", tego wielkiego i tego małego,i nawet tego niedostrzegalnego:)
Dobrze jest popatrzeć na słońce w ten jesienny dzień.
środa, 9 listopada 2011
Wiele się u mnie nie dzieje na blogu, za to w życiu jest zupełnie inaczej.
Każdy dzień staje się jak otwarta księga, nie wiadomo co przyniesie, ale zawsze jest nadzieja w Bogu, że On to wszystko złoży i finał będzie okraszony radością i pokojem:)
Jestem teraz matką dwóch najpiękniejszych małych istot na ziemi. Codziennie odkrywam w jednej i drugiej skarby, które kolekcjonuję w swoim pamiętniku, na zdjęciach, czy też w sercu na chłodniejsze dni.
Ta mniejsza umie już bardzo szybko raczkować i ukochała sobie wszystkie najbardziej niedostępne miejsca w naszym domu. A jak już wejdzie w jakąś szczelinę to potem jest krzyk i płacz, bo wyjść się niestety juz stamtąd nie da:)
Ostatnio fascynują ją również lampy, te wysokie stojące na ziemi i powiem szczerze, że nie jestem tym zbytnio zachwycona. Wizja jak coś ciężkiego spada na me dziecko jest przerażająca.
Ta starsza natomiast wyrasta już na małą kobietkę, która potrafi powiedzieć jak coś jej nie pasuje, albo coś ją martwi. Zadzwiające jest jednak to, ze 4 i półroczna dziewczynka umie tak wspaniale opiekować się rocznym łobuziakiem, umie dzielić się zabawkami i nawet potrafi wybaczyć jak ta młodsza cos jej popsuję albo co bardziej prawdobodobne pogryzie. Co do wsadzania wszystkiego do buzi Noemi jest w tym niestety najlepsza. Uwielbia próbować wszystkiego, po okruszki z dywanu, kończąc na kolorowankach, ksiązkach a nawet włosach.
Jak widać sporo mam pracy w ciagu dnia, by sprawować kontrolę, i by w domu panował ład i porządek, bo bałaganu niestety nie znoszę.
U nas za okanmi poza jesienią remont drogi, dokładnie koło naszego budynku, więc odór asfaltu, odgłos młota pneumatycznego, oraz ciągły dzwięk przejeżdżających cieżarówek potrafi sprawić, że tracisz nadzieję na chilę ciszy...
W ten weekend pierwsza amerykańska sesja zdjęciowa w plenerze z Pania fotograf. Pewni bardzo mili ludzie podarowali nam taki prezent na święta Bożego Narodzenia. Zobaczymy jak to będzie, szczególnie dlatego, że Abi nie bardzo chce użczać swojej twarzy dla obiektywu, a Noemi robi ta samą minę do każdego zdjęcia czyli szczerzy zęby:)Śmiać mi się trochę chcę jak sobie pomyślę o tych wszystkich momentach w których będziemy musieli jakoś pozować. Ale może ze 100 zdjęć uda sie wybrać choć 5% czegoś dobrego:)
I to na tyle dzisiaj...
wtorek, 12 kwietnia 2011
:)
U nas za oknem zmienna pogoda. Wczoraj było lato, a dziś zapowiada się jesień z deszczem i zimnym wiatrem. W moim sercu i głowie też wielkie i małe zmiany.
Ciągle zadziwiona tym co Bóg czyni we mnie i naokoło mnie, z drugiej strony troszkę bardziej oczekuję Jezusa i Jego nieustającego pokoju, szczególnie kiedy wchodzę na stronkę TVN24:)
Dużo różnych wiadomości, bo tak naprawdę chcę być na bieżąco jak każdy, jednak po tym wszystkim przychodzi jakieś zrezygnowanie, jakaś zaduma, i tak trwa i trwa bez końca. To chyba jednak muszę zrobić sobie przerwę w odwiedzaniu portali informacyjnych, przynajmniej na jakiś czas:)
Teraz coś z mojego skoroszytu myśli:
Ktoś ostatnio napisał, że staję się wytworem wyobraźni wsród polskich przyjaciół. Powiem szczerze, że się nad tym zastanawiałam, i myślę sobie, że tak cieżko jest być w stałym kontakcie ze wszystkimi których kocham, i którzy są bardzo daleko. Jest jednak to co mi pozostało, pasja w modlitwie za wszystkimi polskimi ludzikami, którzy tego potrzebują, bo co tak naprawdę innego mogę zrobić...
A wiem, wiem każdemu mogę też przesłać jakiegoś lapka albo coś z elektroniki, tak dla przypomnienia, że istnieję:) no i dlatego, że ponoć tu taniej:)
W weekend Bóg zrobił nam niespodziankę, a mianowicie do West Lafayette przyjechali młodzi ludzie z dwójką małych, ślicznych dziewczynek dokładnie w wieku naszych pociech:) Daniel ( bo takie jest imię kolegi z Polski) pracuje na wydziale Fizyki tak jak Kuba, i w związku z tym mogliśmy się poznać. Jego żona Agata jest przesympatyczną osobą, bardzo optymistyczną, i dowcipną. W niedziele całe popołudnie spędziliśmy przy peanut butter cookies i gorącej herbacie (jak na Polaków przystało:)
Tak bardzo się cieszymy, że po 3 latach mamy kogoś z kim możemy pożartować po polsku, kto doskonale nas rozumie i ma takie same spostrzeżenia na temat życia w Ameryce:)
W kolejny weekend też się spotkamy, i mamy zamiar spędzić razem Święta Wielkanocne.
A ja ostatnio stwierdziłam, że musze chyba zacząć coś szykować do Polski, tyle wesel mnie czeka, tyle radości, uścisków od kochającyh mnie osób, choć jednak są też smutne aspekty mojego wyjazdu, których wcześniej nie dostrzegałam za mocno, miesiąc w miesiąc bez mojego męża to niestety nie taka łatwa sprawa, bo jak można funkcjonować normalnie, nie mając przy sobie najlepszego przyjaciela z którym codziennie grasz w gry planszowe, śmiejesz się, przytulasz, chodzisz na spacery...
Ale dziekuję Bogu za to, że dał mi możliwość i w tym roku postawić moje stopy na polskiej ziemi i zobaczyć drogich memu sercu ludziaków:)
To wszystko dziekuję:)
Ciągle zadziwiona tym co Bóg czyni we mnie i naokoło mnie, z drugiej strony troszkę bardziej oczekuję Jezusa i Jego nieustającego pokoju, szczególnie kiedy wchodzę na stronkę TVN24:)
Dużo różnych wiadomości, bo tak naprawdę chcę być na bieżąco jak każdy, jednak po tym wszystkim przychodzi jakieś zrezygnowanie, jakaś zaduma, i tak trwa i trwa bez końca. To chyba jednak muszę zrobić sobie przerwę w odwiedzaniu portali informacyjnych, przynajmniej na jakiś czas:)
Teraz coś z mojego skoroszytu myśli:
Ktoś ostatnio napisał, że staję się wytworem wyobraźni wsród polskich przyjaciół. Powiem szczerze, że się nad tym zastanawiałam, i myślę sobie, że tak cieżko jest być w stałym kontakcie ze wszystkimi których kocham, i którzy są bardzo daleko. Jest jednak to co mi pozostało, pasja w modlitwie za wszystkimi polskimi ludzikami, którzy tego potrzebują, bo co tak naprawdę innego mogę zrobić...
A wiem, wiem każdemu mogę też przesłać jakiegoś lapka albo coś z elektroniki, tak dla przypomnienia, że istnieję:) no i dlatego, że ponoć tu taniej:)
W weekend Bóg zrobił nam niespodziankę, a mianowicie do West Lafayette przyjechali młodzi ludzie z dwójką małych, ślicznych dziewczynek dokładnie w wieku naszych pociech:) Daniel ( bo takie jest imię kolegi z Polski) pracuje na wydziale Fizyki tak jak Kuba, i w związku z tym mogliśmy się poznać. Jego żona Agata jest przesympatyczną osobą, bardzo optymistyczną, i dowcipną. W niedziele całe popołudnie spędziliśmy przy peanut butter cookies i gorącej herbacie (jak na Polaków przystało:)
Tak bardzo się cieszymy, że po 3 latach mamy kogoś z kim możemy pożartować po polsku, kto doskonale nas rozumie i ma takie same spostrzeżenia na temat życia w Ameryce:)
W kolejny weekend też się spotkamy, i mamy zamiar spędzić razem Święta Wielkanocne.
A ja ostatnio stwierdziłam, że musze chyba zacząć coś szykować do Polski, tyle wesel mnie czeka, tyle radości, uścisków od kochającyh mnie osób, choć jednak są też smutne aspekty mojego wyjazdu, których wcześniej nie dostrzegałam za mocno, miesiąc w miesiąc bez mojego męża to niestety nie taka łatwa sprawa, bo jak można funkcjonować normalnie, nie mając przy sobie najlepszego przyjaciela z którym codziennie grasz w gry planszowe, śmiejesz się, przytulasz, chodzisz na spacery...
Ale dziekuję Bogu za to, że dał mi możliwość i w tym roku postawić moje stopy na polskiej ziemi i zobaczyć drogich memu sercu ludziaków:)
To wszystko dziekuję:)
niedziela, 27 marca 2011
Przemyślenia...
Ostatnio wiele razy w ciągu dnia dotyka mnie jedna myśl... czemu tak wiele w kościołach jest dziś osądu i złości, dlaczego brat brata wydaje na forum, czemu tak niewiele jest MIŁOŚCI o której Jezus dziesiątki razy wspomina na łamach Pisma Świętego.
Trudno mi się do tego odnieść i nie rozumiem, jak i dlaczego tak wiele dzieci Bożych jest szybkich do oceny inności, do szukania tzw. ,,dziury w całym" nawet gdy tej dziury nie ma...
Bóg pokazał mi, że nie mam prawa powiedzieć niczego złego na żadnego człowieka, a szczególnie na tego, który jawnie mówi o Chrystusie, bo tylko jeden Bóg bada serca.
Tato zwrócił mi uwagę na istotę nieba, tak jakbym oglądała całą sytuację z bliska i szepnął mi do ucha, a jeśli spotkasz te wszystkie osoby, które osądziłaś na ziemi w moim wiecznym domu, postaram się by Cię osobiście z nimi zapoznać:)
No tak, zastanawiałam się nad tym, zdecydowanie będę czuła wstyd i zażenowanie...
Cóż, jestem troszkę przerażona tym co dziś dzieje się w kościele, nie osądzam sytuacji, po prostu jest mi strasznie smutno, że ludzie tak często sie kąsają, tak często potrafią ranić słowem....
Jestem Polką i wiem, że moją ojczystą cechą jest patrzenie na wiele spraw negatywnym okiem, doszukiwanie sie problemów i narzekanie...
Teraz po 3 latach spędzonych w Stanach widzę, że nie tędy droga. Staram się patrzeć pozytywnie, szukać we wszystkich ludziach tego co dobre, starać sie ich kochać za to, że po prostu Bóg ich stworzył, że są... Jaka w tym jest niesamowita wolność i siła, kiedy uśmiech nie znika z twarzy, wdzięczność powoduje, że serce bije mocniej i szybciej.
Teraz zapewne wielu nazwie mnie optymistyczną do przesady Polko-Amerykanką...:)
Wracając do tematu, w dzisiejszych czasach potrzebujemy pokoju, a ocena sieje tylko zamęt i jest narzedziem diabła, który ma niezły ubaw wciskając w swoje gierki dzieci Boże.
Modlę sie by kościół był dzisiaj przykładem, obrazem samego Jezusa, aby Jego dzieci patrzyły na to co w górze a nie na to co w dole, i by patrzyły na siebie z miłością!
Proszę nie oceniajmy innych, bo Bóg pewnego dnia bardzo nas zawstydzi...
Trudno mi się do tego odnieść i nie rozumiem, jak i dlaczego tak wiele dzieci Bożych jest szybkich do oceny inności, do szukania tzw. ,,dziury w całym" nawet gdy tej dziury nie ma...
Bóg pokazał mi, że nie mam prawa powiedzieć niczego złego na żadnego człowieka, a szczególnie na tego, który jawnie mówi o Chrystusie, bo tylko jeden Bóg bada serca.
Tato zwrócił mi uwagę na istotę nieba, tak jakbym oglądała całą sytuację z bliska i szepnął mi do ucha, a jeśli spotkasz te wszystkie osoby, które osądziłaś na ziemi w moim wiecznym domu, postaram się by Cię osobiście z nimi zapoznać:)
No tak, zastanawiałam się nad tym, zdecydowanie będę czuła wstyd i zażenowanie...
Cóż, jestem troszkę przerażona tym co dziś dzieje się w kościele, nie osądzam sytuacji, po prostu jest mi strasznie smutno, że ludzie tak często sie kąsają, tak często potrafią ranić słowem....
Jestem Polką i wiem, że moją ojczystą cechą jest patrzenie na wiele spraw negatywnym okiem, doszukiwanie sie problemów i narzekanie...
Teraz po 3 latach spędzonych w Stanach widzę, że nie tędy droga. Staram się patrzeć pozytywnie, szukać we wszystkich ludziach tego co dobre, starać sie ich kochać za to, że po prostu Bóg ich stworzył, że są... Jaka w tym jest niesamowita wolność i siła, kiedy uśmiech nie znika z twarzy, wdzięczność powoduje, że serce bije mocniej i szybciej.
Teraz zapewne wielu nazwie mnie optymistyczną do przesady Polko-Amerykanką...:)
Wracając do tematu, w dzisiejszych czasach potrzebujemy pokoju, a ocena sieje tylko zamęt i jest narzedziem diabła, który ma niezły ubaw wciskając w swoje gierki dzieci Boże.
Modlę sie by kościół był dzisiaj przykładem, obrazem samego Jezusa, aby Jego dzieci patrzyły na to co w górze a nie na to co w dole, i by patrzyły na siebie z miłością!
Proszę nie oceniajmy innych, bo Bóg pewnego dnia bardzo nas zawstydzi...
niedziela, 13 marca 2011
sobota, 12 marca 2011
Info co u mnie słychać po roku nieobecności na blogu...:)
Przypuszczalnie powinno mnie tu już dawno nie być, bo przecież to istna hańba nie zamieszczać postów na swoim własnym blogu przez jakiś tam rok...:)
Szczerze mówiąć to sobie ostatnio o nim przypomniałam, i postanowiłam poklikać w klawiaturę dla przypomnienia, że żyję i mam się bardzo dobrze.
Ostatnie miesiące sa dla mnie bardzo aktywne z wiadomych względów rzecz jasna.
Szczerze, uwielbiam jednak ten stan i uwielbiam być mamą, która każdego poranka otrzymuje całusa od starszej córki i wielki uśmiech od tej malutkiej:)
I oczywiście rzecz jasna śniadanie od męża:)
Przyzwyczajam się też do tej amerykańskiej rzeczywistości, choć nadal twierdzę, że miejsce w którym obecnie jesteśmy jest tylko przystankiem... No cóż wiele się tu nauczyłam w tym malutkim miasteczku, które każdego dnia zaskakuje mnie swoim spokojem i taką samą codziennością:)
Bóg w niezwykły sposób błogosławi nam, i to widzimy na każdym kroku, jednak pytanie nasuwa się ciągle to samo... Boże czemu jesteś dla mnie taki dobry? Przecież ja na to wszystko nie zasługuję...
A w głowie ciągle jedno i to samo słowo ,,Łaska" po prostu... Niepojęte.
Moja wyprawa do Polski też zbliża sie wielkimi krokami, i jestem tym faktem bardzo podekscytowana. Wierzę, że w tym roku żaden wulkan nie wybuchnie:)
W wolnych chwilach ( których mam bardzo mało) robię kartki dla moich bliskich, dla ludzi których kocham. Takie hobby pozwala zapomnieć choć na chwilkę o troskach dnia codziennego, rozwija myślenie nie tylko o tym co należy zrobić na obiad, czy już zmieniłam pieluchę, o której muszę nakarmic moje dzieci?ale sprawia, że mogę wyrazić swoje emocje przez dobór kolorów, technik itp.
Chyba sie w to wciągnęłam i mam nadzieję wytrwać, jak najdłużej.
Szczerze mówiąć to sobie ostatnio o nim przypomniałam, i postanowiłam poklikać w klawiaturę dla przypomnienia, że żyję i mam się bardzo dobrze.
Ostatnie miesiące sa dla mnie bardzo aktywne z wiadomych względów rzecz jasna.
Szczerze, uwielbiam jednak ten stan i uwielbiam być mamą, która każdego poranka otrzymuje całusa od starszej córki i wielki uśmiech od tej malutkiej:)
I oczywiście rzecz jasna śniadanie od męża:)
Przyzwyczajam się też do tej amerykańskiej rzeczywistości, choć nadal twierdzę, że miejsce w którym obecnie jesteśmy jest tylko przystankiem... No cóż wiele się tu nauczyłam w tym malutkim miasteczku, które każdego dnia zaskakuje mnie swoim spokojem i taką samą codziennością:)
Bóg w niezwykły sposób błogosławi nam, i to widzimy na każdym kroku, jednak pytanie nasuwa się ciągle to samo... Boże czemu jesteś dla mnie taki dobry? Przecież ja na to wszystko nie zasługuję...
A w głowie ciągle jedno i to samo słowo ,,Łaska" po prostu... Niepojęte.
Moja wyprawa do Polski też zbliża sie wielkimi krokami, i jestem tym faktem bardzo podekscytowana. Wierzę, że w tym roku żaden wulkan nie wybuchnie:)
W wolnych chwilach ( których mam bardzo mało) robię kartki dla moich bliskich, dla ludzi których kocham. Takie hobby pozwala zapomnieć choć na chwilkę o troskach dnia codziennego, rozwija myślenie nie tylko o tym co należy zrobić na obiad, czy już zmieniłam pieluchę, o której muszę nakarmic moje dzieci?ale sprawia, że mogę wyrazić swoje emocje przez dobór kolorów, technik itp.
Chyba sie w to wciągnęłam i mam nadzieję wytrwać, jak najdłużej.
niedziela, 13 czerwca 2010
Tak sie bawi, tak sie bawi ... Terespol / New Years Eve 2007
31 grudnia 2007 - Terespol
To byla niezapomniana noc. Szalona zabawa do bialego rana.
December 31st, 2007 - Terespol
This was unforgettable night. Frantic party till the crack of dawn.
To byla niezapomniana noc. Szalona zabawa do bialego rana.
December 31st, 2007 - Terespol
This was unforgettable night. Frantic party till the crack of dawn.
poniedziałek, 7 czerwca 2010
Zwykly dzien / Ordinary Day
Pamietnik Taty - 3 wrzesnia 2008 - West Lafayette
Minal miesiac od kiedy przeprowadzilismy sie do West Lafayette. Wszystko tutaj jest dla nas nowe. Pomimo, ze nie jest latwo, Bog jest wierny i troszczy sie o nas. Nie mamy za wiele, ale mamy siebie. Abi spedza wiekszosc czasu z Agnieszka, poniewaz ja pracuje. Kolejne dni mijaja na poznawaniu nowego otoczenia.
Daddy's Diary - September 3rd, 2008 - West Lafayette
It's month since we moved to West Lafayette. Everything here is new for us. Although it isn't easy time, God is faithful and cares for us. We don't have to much, but we have ourselves. Abi spends most of the time with Agnes, because I work. Days pass on exploring new environment.
Minal miesiac od kiedy przeprowadzilismy sie do West Lafayette. Wszystko tutaj jest dla nas nowe. Pomimo, ze nie jest latwo, Bog jest wierny i troszczy sie o nas. Nie mamy za wiele, ale mamy siebie. Abi spedza wiekszosc czasu z Agnieszka, poniewaz ja pracuje. Kolejne dni mijaja na poznawaniu nowego otoczenia.
Daddy's Diary - September 3rd, 2008 - West Lafayette
It's month since we moved to West Lafayette. Everything here is new for us. Although it isn't easy time, God is faithful and cares for us. We don't have to much, but we have ourselves. Abi spends most of the time with Agnes, because I work. Days pass on exploring new environment.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























