poniedziałek, 6 października 2008


Poniedziałki w West Lafayette to czas rozmyślań.
Dziś przez cały czas gryzłam się z myślami, dlaczego tak się to wszystko toczy, dlaczego nie ma nikogo z kim (ot tak) można wypić kawę i pogadać. Kuba nie pije kawy, i cały czas się uczy
(w sumie to taki czas), a na dodatek to mężczyzna...:)
. Abi też kawki nie pija, no i na razie używa mało zrozumiałego języka:)
Brakuje mi młodej kobiety z którą mogłabym się dzielić tym co przeżywam.
Cały czas jednak mam w myślach refleksję, że to jest mój czas by bardziej poznać Boga.
Uczę się tego na przykładzie Józefa. On też był oddzielony na jakiś czas, egzystujący w różnych warunkach, a jednak ciągle, niewzruszenie ufał, przez to Boża przychylność=łaska były z nim.

Ja też odczuwam tą przychylność szczególnie wtedy, kiedy się modlę każdego dnia. Zamykam się w swojej ,,komorze" i rozmyślam, czasami płaczę, czasami uśmiecham się w stronę nieba, a przy tym niewzruszenie czuję Jego rękę na moim ramieniu i zrozumienie, które łamie moje serce.
Uczę się mojego Boga, poznaje kim jest, jak myśli. I doznaję Jego uleczającej miłości, która rozumie, pociesza i stawia do pionu.
Dziś modliłam się za jedną z najcudowniejszych osób w moim życiu. I teraz czuję pokój, bo wiem że ta osoba jest w Bożych rękach i nic jej nie grozi.
I napiszę na koniec tak po amerykańsku;)
I keep all of You in my prayers:)))
With love Your Agnes